Polski trener za granicą, czyli melodia przeszłości

Poza granicami naszego kraju, trener z Polski to trener anonimowy. Bo i skąd można o nim usłyszeć? Z areny międzynarodowej, gdzie nasz udział pod chorągwią polskiego trenera kończy się na fazie grupowej, bądź też eliminacjach, w których co najwyżej zwiedzamy malownicze rejony Europy, ciesząc się z wywalczonych na „gorących” terenach remisów z drugim lub trzecim garniturem Europy? Czy też może z Ligi Europy lub Ligi Mistrzów, gdzie gromią nas potęgi z Litwy, Azerbejdżanu i Rumunii?

Dobry trener, to trener którego bronią wyniki, który chce wygrywać zawsze i wszędzie. Pastwienie się nad Franciszkiem Smudą nie ma większego sensu, bo to człowiek który swoją karierę już zaprzepaścił, a zgodnie ze znanym porzekadłem leżącego się nie kopie. Ale nie mogę zrozumieć sytuacji, w której trener reprezentacji grającej na EURO 2012 ląduje w drużynie 2 klasy rozgrywkowej, w dodatku zbierającej baty od każdego. Panie Smuda, o co chodzi? Czy poczucie własnej wartości znika w momencie okazji zarobienia kilku złotówek?

Pieniądze pieniędzmi, wyzwania wyzwaniami. Ciężko wyzwaniem określić wyjazd Jacka Zielińskiego, będącego w owym czasie na fali wznoszącej (w sezonie 2010/11 wywalczył mistrzostwo z Lechem Poznań), do Kazachstanu gdzie prowadzić miał Lokomotiw Astana i kazachską młodzieżówkę, czy też wyjazd Dariusza Kubickiego i próbę zwojowania (nieudaną z resztą) II ligi rosyjskiej z Sybirem Nowosybirsk, do którego ukradkiem próbował wprowadzić swojego syna(!). Oczywiście Patryka Kubickiego nikt o to winić nie będzie, ale tak jawny nepotyzm to chyba przesada.

Chęć zysku przygniotła także młodsze pokolenie naszych trenerów. Nasza „nadzieja na przyszłość”, pan Michał Probierz, w lidze greckiej prowadził Aris Saloniki aż przez 8 meczy, po czym w wyniku niewypłacalności klubu spakował torby i wrócił do rodzinnych czterech ścian. Wiem, że ambicją i chęcia talerza się nie napełni- ale żeby uciec z klubu po dwóch miesiącach? Żadnej ambicji, walki, chęci?

O kolejnym trenerze, Macieju Skorży można napisać dwa słowa, które powiedzą wszytko- Arabia Saudyjska. Pieniądz, forsa, kasa, mamona. Albo nie znam się na piłce nożnej i tamtejsza liga jest niesamowitym wyzwaniem dla trenerów z całego świata. Szóste miejsce w lidze, szybka ucieczka z dalekich rejonów i kolejna próba kotwiczenia w między Odrą a Bugiem.

Oczywiście nie wszyscy trenerzy widzą w swojej pracy tylko banknoty i życie w luksusach. Trzeba docenić pracę Marka Zuba czy Ryszarda Komornickiego, którzy wyrabaiają sobie markę dobrą, rzetelną pracą. Tylko że ligi litewska i szwajcarska to nie Premiership, czy Bundesliga, i nic nie wskazuje żeby w przyszłości miało się to zmienić. Natomiast jeśli obaj panowie w dalszym ciągu będą pracować solidnie i sumiennie, to kto wie? Czas pokaże.

Dawno minęły czasy polskich trenerów w Grecji, gdzie mistrzostwo kraju zdobywali panowie Gmoch i Piechniczek. Wielką niewiadomą jest Krzysztof Warzycha, będący od paru miesięcy trenerem drugoligowej GS Kalithei. Gucio realia greckie zna jak nikt inny, asystował Nikosowi Niopliasowi i wymienionemu już Gmochowi w Panathinaikosie Ateny, samodzielnie trenował Aigaleo Ateny oraz Fokikos Amfissa. Ma wszystko żeby jeszcze raz przypomnieć się kibicom i dalej podążać drogą wskazaną przez Gmocha i Piechniczka.

Trochę bliżej wspominamy Henryka Kasperczaka, który nie dość, że prowadził drużyny Ligue 1, to dodatkowo wojował (z niezłymi wynikami) w Pucharze Narodów Afryki. Szkoda że ostatnio słuch o nim zaginął, bo to na obecną chwilę jedyny polski trener z zagranicznym doświadczeniem i wynikami. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że jeszcze o nim usłyszymy.

Polski trener jest trenerem z niskiej, prawie najniższej półki. Pogrążamy się w niebycie, a ci, którzy coś osiągną na krajowym podwórku albo nikną w nieznanych nam ligach, albo jadą za granicę żeby szybko i bezboleśnie napchać sobie portfel. Na szczęście są małe światełka w tunelu, i wierzę (bo co innego niż wiara zostało?), że w końcu kiedyś rozbłysną, mając za sobą nie wypchane kieszenie, a wyniki i sukcesy, na które czekamy.

Leave us a reply