Po wyrzuceniu z kadry Artura Boruca, Łukasz Fabiański stał się pierwszym bramkarzem reprezentacji Polski. W ostatnich tygodniach zaczął regularnie grać także w klubie. O swojej sytuacji opowiada w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Robert Błoński: Wreszcie gra pan w podstawowym składzie Arsenalu, za to reprezentacja jest w głębokim dołku.
Łukasz Fabiański: Dlatego w meczu z Wybrzeżem bardzo ważny będzie wynik. Nic tak nie poprawi nastroju jak zwycięstwo, nawet kosztem efektownej gry. Z Ukrainą, Australią czy USA stworzyliśmy wiele okazji, przyjemnie się oglądało szybką grę i akcje pod bramką rywali. Zabrakło wygranej, dlatego teraz tak zależy nam na zwycięstwie.

Co pan powie o reprezentacji Franciszka Smudy?
Wielkiego stażu nie mam, po raz pierwszy zagrałem w czerwcu z Serbią, potem z Kamerunem. Widzę tendencje do odmłodzenia zespołu, drużyna jest zupełnie inna niż u Leo Beenhakkera. Inna też jest filozofia grania. Do Euro zostało półtora roku i liczę, że z każdym meczem drużyna coraz bardziej będzie przypominać zespół, który zobaczymy w 2012 roku.

Selekcjoner zapowiedział, że „na Euro zagra Fabiański albo Tytoń”.
Chcę bronić w kadrze, a to zagwarantują mi wyłącznie występy i dobra forma w klubie. Dziś jednak za wcześnie chyba na stanowcze deklaracje.

Ma pan poczucie, że po raz pierwszy wykorzystuje szansę w Arsenalu?
Po raz pierwszy, odkąd jestem w Londynie, czyli od czterech lat, wystąpiłem aż w dziesięciu kolejnych meczach. Wreszcie moje jedno czy dwa spotkania nie są przeplatane tygodniami siedzenia na ławce rezerwowych. Regularna gra co trzy dni dodała mi pewności i spokoju, lepiej się czuję na boisku, lepiej też czuję boisko. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Nawet po powrocie kontuzjowanego ostatnio Manuela Almunii, choć nie wiem, kto wtedy stanie między słupkami.

Leave us a reply

You must be logged in to post a comment.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.