fortuna

Dudek: nie chcę już grać w słabym klubie (wywiad)

Jeden z najlepszych polskich bramkarzy, zdobywca trofeum Ligi Mistrzów, były zawodnik Realu Madryt, Jerzy Dudek jest bardzo bliski zakończenia sportowej kariery.

– Z wielką chęcią grywam w golfa, w siatkówkę. Ale to piłka jest moim zawodem. Dała mi w życiu wszystko, jest pasją i miłością. Mam świadomość, że przyjdzie pora, aby się pożegnać – mówi piłkarz w rozmowie z Wojciechem Koerberem z „Polska The Times”.

Co Pana sprowadza na Dolny Śląsk, do Wrocławia?
– Igrzyska polonijne, bo wciągałem z szermierzem Tomkiem Motyką flagę na maszt w czasie ceremonii otwarcia. Ale i rywalizacja mnie sprowadza. Jako pasjonat golfa i hiszpański Polonus zostałem zgłoszony do zawodów. Mam mały maraton, bo w sobotę grałem w golfa w Częstochowie, w trzeciej edycji charytatywnego turnieju Jerzy Dudek i Przyjaciele. Po ceremonii otwarcia wracam na Śląsk na niedzielną rodzinną imprezę. We wtorek wracam do Wrocławia. Z kijem.

Po zwycięstwo?
– Głównie po zabawę. Golf świetnie rozluźnia, otoczka jest kapitalna, ta przyroda. No i ma się cel.

Kto Pana wrzucił w ten dołek? Kto namówił na takie hobby?
– Kiedy opuszczałem Anglię, znalazłem w ogrodzie stary kij. Okazało się, że do golfa. Spróbowałem i mój ogrodnik wydał opinię, że z niezłym skutkiem, że powinienem się w to bawić. A wcześniej nie rozumiałem tej gry. No i później w Madrycie za namową ogrodnika właśnie kontynuowałem zabawę. M.in. z Gutim, Sergio Ramosem i naszymi doktorami.

I ma Pan na rozkładzie jakieś mocne nazwiska?
– W przeddzień wielkich turniejów organizuje się eventy, w czasie których profesjonaliści uczą amatorów. Ostatni raz w marcu brałem w takiej imprezie udział. Mierzyłem się wówczas z Jimenezem czy Sergio Garcią. Te nazwiska mógł_bym porównać do Michaela Owena czy Stevena Gerrarda, gdy chodzi o europejski futbol. No, ale szans nie miałem żadnych.

A jakie są szanse na kontynuację piłkarskiej kariery?
– Z wielką chęcią grywam w golfa, w siatkówkę. Ale to piłka jest moim zawodem. Dała mi w życiu wszystko, jest pasją i miłością. Mam świadomość, że przyjdzie pora, aby się pożegnać. Na razie się zastanawiam i korzystam z każdej godziny wolnego czasu.

Polska ekstraklasa właśnie ruszyła, więc ta opcja – jak rozumiem – odpada.
– Mam spory sentyment do polskiej piłki, choćby do jednego ze śląskich klubów, ale na dziś nie podejmuję rękawicy.

To gdzie jej Pan poszuka?
– Oferty są, ale bardzo niekonkretne i mało ambitne. Składane przez kluby walczące o utrzymanie w swoich ligach, a to mnie nie interesuje. Do tej pory grałem zawsze o najwyższe cele, w Lidze Mistrzów, zatem Rayo Vallecano czy Leeds nie bardzo mi podchodzą. To takie kluby ze spekulacji.

Ironiści dworują, że był Pan najwierniejszym kibicem Realu, że miał najlepsze miejsce. Takie VIP-owskie, tuż przy murawie. Ale to Pan każdy kolejny klub zamieniał na lepszy (Feyenoord, Liverpool, Real). Nie było wiele takich polskich karier. Raczej w drugą stronę szło to domino.
– Ja miałem szczęście, że począwszy od Concordii Knurów marzenia i cele szły tylko w górę. Później był Sokół Tychy, po pół roku Holandia itd. Kiedy żegnałem się z Liverpoolem, miałem 34 lata i mówiłem kolegom, że nie będzie już okazji zagrać w lepszym klubie. A jednak znalazł się taki chętny, by mnie zatrudnić, i nie na jeden sezon, a cztery. To był wielki splendor, duża nauka.

Tej złamanej szczęki trochę szkoda. Bo gdy weteran doznaje poważnej kontuzji, ciężko mu później wrócić i znaleźć rytm.
– Zupełnie inaczej mogło się to wszystko potoczyć. Na takie kontuzje nie mamy jednak wpływu, a po półrocznej przerwie ciężko się odzyskuje formę oraz zaufanie trenera. Powiedziałem sobie wtedy, że jeśli dojdę do sprawności, będzie to mój ostatni sezon w Realu. Udało się wrócić, ale funkcjonuję trochę jak barometr, bo pogoda w Polsce strasznie teraz zmienna i odczuwam to na pracującej szczęce.

Ma Pan czas na uczestnictwo w dorocznych zlotach Dudków?
– Nie, jeszcze tam nie dotarłem, choć dostałem już dwa razy zaproszenie. Ale to bardzo fajny pomysł. Ponoć w całej Polsce są niecałe dwa tysiące rodzin o nazwisku Dudek. Wiadomo, że nie wszyscy tą rodziną są. Potrafią się jednak te Dudki świetnie organizować. Raz na rok bądź na dwa lata robią takie spędy. Kiedyś się pewnie na takim z familią pojawię.

Leave us a reply

You must be logged in to post a comment.