I po co ta afera?

Wszystko jest już jasne- po niedzielnym meczu między Lille a Bordeaux, Adam Nawałka spotkał się z Ludovicem Obraniakiem i oficjalnie potwierdził powrót polskiego Francuza do reprezentacji.

Ludo i jego niezdecydowanie co do gry w polskiej kadrze jest ostatnio w mediach popularniejsze niż temat Lewandowskiego czy Borussii Dortmund. Niepotrzebna nagonka, rosnące napięcie jak w operach mydlanych, i teatr kilku aktorów- głównego bohatera, Ludovica Obraniaka, polskich mediów pod postacią złego sierżanta Garcii i jedynego sprawiedliwego, Adama Nawałki.

Gdy chodzi o Obraniaka, jesteśmy jak chorągiewki na wietrze. Najpierw wszyscy widzieli w nim zbawcę kadry, długo poszukiwaną „10”, kogoś, kto wreszcie będzie wiedział jak zagrać Lewandowskiemu, kogoś, kto będzie rządził i dyrygował ofensywną grą kadry. Gdy okazało się ,że Ludo samemu polskiej piłki nie zbawi, to on był wszystkiemu winny. Nie zrażając się opinii mediów i kibiców dalej przyjeżdżał na zgrupowania polskiej kadry, i dalej słyszał o niespełnianiu pokładanych w nim nadziei. Kiedy zrezygnował z kadry- też było źle, bo jak to reprezentant tak sobie rezygnuje, przecież to brak szacunku dla Polaków którzy wyciągnęli do niego rękę, itd itp. Szybko zapomnieliśmy kto doprowadził do tego, że Ludo rozstał się z kadrą w taki a nie inny sposób.

Po zwolnieniu trenera Fornalika przed Obraniakiem znowu otworzyły się drzwi do reprezentacji. Jednak po telefonie Bogdana Basałaja do Francji w polskim bagienku znowu zawrzało- Obraniak nie chce grać z orzełkiem na piersi i nie pojedzie na zgrupowanie. Karuzela nakręciła się od nowa, media znowu miały gorący temat do obsmarowywania, kibice znowu przykleili Francuzowi swoje łatki, a w tym całym zamieszaniu nikt nie pomyślał żeby zapytać o zdanie głównego winowajcę afery. Bo po co, skoro my i tak zawsze wiemy najlepiej?

Oczywiście nikt nie mógł od razu napisać, że Ludo na kadrę nie przyjedzie, bo za parę dni rodzi mu się syn. Nikt również nie wspomniał, jak ciężko ciążę przechodzi jego żona. Nikogo nie interesowało to, że syn urodził mu się w dniu meczu z Irlandią.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację w stosunku do Lewandowskiego, Błaszczykowskiego czy Szczęsnego. Czy ktokolwiek obrażałby ich w tej sytuacji? Czy ktoś zmuszałby ich do przyjazdu na mecz o pietruszkę? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Ale przecież Obraniak się nie broni, więc można go bezkarnie krytykować.

Obraniak już nie raz udowodnił, jak mocnym ogniwem może być (jest?) w polskiej kadrze. Bez niego stałe fragmenty w naszym wykonaniu wołają o pomstę do nieba, a gra z przodu dawno nie wyglądała tak fatalnie jak teraz. Mówi się, że Obraniak był za wolny- a mający go zastąpić Mierzejewski czy Błaszczykowski już nie? Któryś z nich nagle ożywił nasze ataki i uruchamiał Lewandowskiego? Ale o nich nikt nie napisał nic więcej niż lakoniczne informacje, że jako rozgrywający w naszej kadrze po prostu się nie sprawdzają.

Nie ma na obecną chwilę lepszego rozwiązania niż Obraniak za Lewandowskim. Chuchajmy na młodego Zielińskiego, bo on tą alternatywą może być, ale jeszcze nie teraz. Ale niech ma kogo podpatrzeć, od kogo się uczyć, to upieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu.

I na koniec to, co Polacy uwielbiają- statystyki. Czy 6 bramek (nie wspominając o asystach) w 32 meczach to zły wynik? Czy ktoś poza Kubą Błaszczykowskim zbliża się do tego wyniku?

Wstydźmy się za naszą bezmyślność. Za bezpodstawne osądy, za nieprzemyślane krzywdzenie kogoś, kto na to nie zasłużył.

Leave us a reply