Blog użytkownika Mariusz

Czas się pożegnać...

Napisane 19.06.2015; 22:53 | 1 komentarzy
Jest to mój ostatni wpis na tym blogu, jak i na całym portalu ePilka.pl. Jeśli są osoby, które z przyjemnością czytały moje teksty, (albo chociaż jeden) przez te kilka lat, zapraszam do zapoznania się z tym wpisem. Tym razem nie będzie zdjęć, ani kolorowej czcionki, będzie to, co chcę Wam przekazać na pożegnanie z serwisem. Zapewniam Was, że ten ostatni wpis nie jest dla mnie łatwy, bo wszystko czego jak dotąd "dokonałem" było związane z tym miejscem. Pierwszy wywiad, pierwszy felieton, pierwsze w ogóle zmierzenie się z pisaniem o piłce i pierwsze dołączenie do redakcji, która dała mi wiele i przy której na pewno rozwinąłem się jako dziennikarz osoba stawiająca pierwsze kroki w pisaniu o futbolu. Jak ten czas leci... Mam wrażenie, że niedawno trafiłem przypadkiem na ten portal w internecie, sprawdzam datę rejestracji i okazuje się, że to już prawie trzy i pół roku. I po ty wcale nie krótkim czasie podjąłem decyzję - odchodzę. Nie chcę, żeby ktoś odebrał to jako ucieczka z tonącego okrętu, bo liczę na to, że ePiłka nie zatonie, wierzę, że znajdą się osoby, którym będzie na portalu zależało i wiem też, że jest na pewno jeszcze choć kilka osób, które adres ePilka.pl wpisują jako jeden z pierwszych po włączeniu komputera. Ale wiem też jaka jest obecnie sytuacja strony. Nie muszę nikomu, kto to przeczyta nic tłumaczyć. Sami widzicie.
A ja? No cóż, może znudziło mi się ciągnięcie tego wózka w pojedynkę (bo były takie okresy).
Ostatnio mnie nie było dłuższy czas. W maju pisałem maturę i chociaż tych kilka tygodni chciałem spędzić na przygotowaniach do niej ;P Wróciłem, zobaczyłem jaka jest sytuacja i podjąłem decyzję - chcę się rozwijać, a umożliwić mi to może jedynie pisanie dla choć trochę większego grona osób. W najbliższym czasie nie byłoby mi to dane tutaj, więc nadszedł czas zmienić otoczenie, ale o tym napiszę za chwilę.
Chciałbym zwrócić się do osób, które cenią ten portal o to, żeby nie dopuściły do jego upadku. Tematyka polskich piłkarzy za granicą nie jest może szeroka, ale sądzę, że interesuje naszych rodaków i zasługuje co najmniej na przeciętną liczbę wyświetleń. Poznałem na ePiłce wielu ciekawych ludzi, którzy dali mi szansę i myślę, że ten dług wdzięczności udało mi się spłacić. 1519 newsów i 9 wpisów na blogu do nie tak mało, ale teraz mój licznik wystartował w innym miejscu. Nie wiem, czy są osoby, które interesuje to, gdzie będę teraz pisał, ale na wszelki wypadek Was poinformuję - wczoraj dołączyłem do redakcji portalu Polski-Sport.pl, gdzie oczywiście zajmuję się piłką nożną. Nie chcę nikogo odciągać od ePiłki, można przecież zaglądać i tu i na stronę, na której zacząłem publikować swoje teksty. Cały czas tematyka mojego pisania jest zawężona do polskich akcentów, a ci, którzy mnie znają zauważyli moje zamiłowanie do tego, co "egzotyczne". Zastanawiam się nad założeniem bloga, na którym mógłbym publikować na przykład nowe odsłony "Każdy może mieć swojego Lewego", lecz tak naprawdę nie wiem, czy kogoś to interesuje. Liczę chociaż przy tej ostatniej okazji na jakiś komentarz. Liczę się także z tym, że niewielu może to interesować, więc musiałbym zauważyć z Waszej strony chęć do powstania mojego bloga. Zawsze starałem się nawiązać kontakt z czytelnikami i chyba czasami mi się to udawało. Nie chcę już Was dalej męczyć moimi wypocinami, bo to co chciałem napisać, już Wam zakomunikowałem. Trzymajcie za mnie kciuki
ePiłko - DZIĘKUJĘ

PS:
Jeśli ktoś z nieznanych mi przyczyn chciałby obserwować mnie na Twitterze, nie bronię, proszę bardzo:
https://twitter.com/Mariusz__K

Z Tobą będzie już 15 osób! :D
Zachęcam też do zaglądania na portal Polski-Sport.pl, strona jest młoda, ale prężnie się rozwija. Pomóżcie nam też osiągnąć poziom 5800 polubień na facebooku. Brakuje tylko jednej osoby!

Każdy może mieć swojego "Lewego" (5): Papua-Nowa Gwinea

Napisane 24.01.2015; 15:30 | 0 komentarzy
Po długiej przerwie wracam z cyklem "Każdy może mieć swojego Lewego". Dla tych, którzy nie czytali jeszcze żadnego tekstu na ten temat, przypomnę - w cyklu tym przybliżam sylwetki piłkarzy pochodzących z krajów znajdujących się w dolnych rejonach rankingu FIFA (w przypadku tych reprezentacji ranking jest raczej adekwatny do umiejętności). Wszędzie odszukać jednak możemy piłkarza, który odstaje od reszty krajowych piłkarzy, wyróżnia się na tle chłopaków kopiących piłkę w rodzimej lidze i próbuje zrobić karierę. Niestety, co pokaże i dzisiejszy przykład, większość z nich nie gra w swoich reprezentacjach, które niemal w każdym meczu schodzą z boiska pokonane, bardzo często ciesząc się z tego, że nie przegrali wyżej.
1316022489_50X-380X310.png

W dzisiejszej odsłonie przeniesiemy się na tereny Pacyfiku, gdzie na około 2800 wyspach rozciąga się malownicze państwo. Papua-Nowa Gwinea, bo o bohaterze z tego kraju będzie dziś mowa, zajmuje powierzchnię o ponad 150 tysięcy kilometrów kwadratowych większą od Polski. Panuje tam jednak klimat równikowy i państwo nie jest wysoko rozwinięte. Najpopularniejszym sportem w Papui-Nowej Gwinei jest rugby, lecz piłkę nożną według większości danych uprawia około 20 000 zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Na rozwój tej dyscypliny w kraju ogromny wpływ miał sukces najlepszego klubu w kraju - Hekari United FC. Drużyna ta w 2010 roku wygrała Ligę Mistrzów Oceanii, czym zagwarantowała sobie udział w Klubowych Mistrzostwach Świata. Na turnieju tym już w pierwszym spotkaniu przegrali oni jednak z Al Wahda ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i odpadli z dalszej rywalizacji (po trofeum sięgnął Inter Mediolan). Był to ostatni klub, który wygrał Ligę Mistrzów OFC przed dominacją nowozelandzkiego Auckland City (zapamiętajcie tę nazwę, bo jeszcze nie raz pojawi się w tym tekście).

Ale widzę, że za bardzo odbiegłem od tematu, więc pora na konkret. David Eric Browne (ur. 27 grudnia 1995 roku) to obecnie papuański odpowiednik Roberta Lewandowskiego, bezsprzecznie najlepszy obecnie piłkarz pochodzący z tego kraju. Już sam fakt, iż to jedyny Papuańczyk grający na profesjonalnym poziomie nie pozostawia wątpliwości. Browne występuje na pozycji napastnika. Z ojczyzny wyjechał w młodym wieku, by móc zdobyć wykształcenie. Trafił na stypendium do Nowej Zelandii, by tam uczyć się w St Peter's College w Auckland, na początku występując w uniwersyteckiej drużynie, a później w miejscowym amatorskim klubie Central United FC.
10721122.jpg
Na początku 2011 roku Browne wystąpił z reprezentacją Papui-Nowej Gwinei na Mistrzostwach Oceanii U-17, gdzie jego ekipa nie zdołała jednak wyjść z grupy. Browne zdobył w fazie grupowej jedną bramkę, trafiając do siatki Amerykańskich Samoa. Wystąpił także między innymi w spotkaniu przeciwko juniorom Nowej Zelandii i już wtedy zwrócił na siebie uwagę tamtejszych silnych drużyn. Rok później młody snajper został wybrany najlepszym piłkarzem Central United, co zaowocowało transferem do najlepszego klubu Oceanii, Auckland City. Zwolennikiem sprowadzenia Browne'a był trener Ramon Tribulietx, który do dziś pracuje w klubie i dba o właściwy rozwój kariery 19-letniego już napastnika.
716432_gallery.jpg
Utalentowany Papuańczyk od dwóch lat jest jokerem w talii 42-letniego hiszpańskiego szkoleniowca. Pod koniec 2012 roku, zaraz po przenosinach do nowego klubu Browne został włączony do kadry, która udała się do Japonii na Klubowe Mistrzostwa Świata. Piłkarz na nich jednak nie wystąpił, a jego nowy klub zakończym zmagania po zaledwie jednym przegranym meczu. W New Zealand Football Championship 16-letni wówczas napastnik zadebiutował 16 grudnia 2012 roku w meczu z najsłabszym w tabeli YoungHeart Manawatu. David Browne pojawił się na placu gry w 67. minucie, a już kilkadziesiąt sekund później trafił do siatki. Sędzia nie uznał jednak tego trafienia, wskazując pozycję spaloną. Browne nie dał za wygraną i trzy minuty po wejściu na boisko z ostrego kąta wpakował futbolówkę między słupki, tym razem robiąc wszystko zgodnie z przepisami. Ustalił on wynik spotkania na 4:0 i w tamtym sezonie jeszcze ośmiokrotnie pojawiał się na murawie w meczu ligowym. Sezon 2013/2014 zakończył on natomiast z dorobkiem 2 goli w 6 występach. W obecnej edycji Browne staje się coraz ważniejszą postacią Auckland City, notując jak dotąd 7 występów (2 w podstawowym składzie). 8 listopada ubiegłego roku Papuańczyk stał się bohaterem mistrza Nowej Zelandii w starciu z Waitakere United. Zmeldował się na placu gry w 83. minucie przy stanie 0:0 i w ostatniej akcji spotkania, w 94. minucie trafił do siatki wprawiając w ekstazę sympatyków "La Famiglia" i zapewniając swojej ekipie komplet punktów.

Widać, że z tego chłopaka może jeszcze być niezły napastnik, pozostaje tylko ubolewać nad tym, że piłkarze jego pokroju nie grają dla swoich reprezentacji. Zobaczymy, jak potoczy się jego kariera, biorąc pod uwagę fakt, iż za pół roku kończy się jego umowa z trzecią drużyną Klubowych Mistrzostw Świata. David Browne swoim przykładem mógłby zachęcić młodych rodaków do uprawiania sportu, a grając w dorosłej reprezentacji Papui-Nowej Gwinei (wspomniane mecze dla kadry U-17 były jego jedynymi w reprezentacyjnej koszulce), mógłby choć trochę podnieść jej poziom i pomóc w odniesieniu pierwszego od ponad trzech lat zwycięstwa.

Liczę na komentarze, chciałbym nadal prezentować Wam ten cykl i liczę na uwagi, co zrobić, by lepiej się Wam czytało następcą jego odsłonę. Jeśli chcecie, możecie też dać + w górnym lewym rogu (pod tytułem tekstu)
papua-nowa-gwinea.png

Jedenastka młokosów, którzy grają na seniorskim poziomie

Napisane 05.01.2015; 15:55 | 3 komentarzy
Bardzo często zdarzają się przypadki, że piłkarz ogłaszany jest wielkim talentem grając w grupach młodzieżowych swojego klubu, jednak później my, kibice nie możemy nawet sami ocenić umiejętności danego zawodnika, gdyż okazuje się, że jest za słaby na "dorosłą" drużynę. Wielu poziom seniorski przerasta i lądują w słabych klubach, mogąc jedynie pochwalić się z kim to oni nie grali, ale fakty są takie, że byli za słabi na prawdziwą męską rywalizację, wyróżniali się tylko wśród rówieśników. A dla młodych piłkarzy (tak naprawdę to dla wszystkich) najważniejsza jest gra, ale nie w juniorach, tylko występy na poziomie seniorskim. Moim subiektywnym zdaniem (a jedynie takie będę tu, na blogu publikował), w 9 na 10 przypadków dla takich talentów bardziej przydatna może okazać się regularna, gra na przykład na wypożyczeniu nawet o poziom czy dwa niżej, niż kiszenie się na ławce silnego klubu i granie ogonów przy korzystnym wyniku. Ale na młodych nie wszyscy chcą stawiać.

Spójrzmy na naszą Ekstraklasę. Kogo z naprawdę młodych zdolnych graczy (poniżej 18. roku życia) możemy określić jako ważne ogniwa swych drużyn? Na pewno będą to Bartłomiej Drągowski i Dawid Kownacki, a potem długo długo nic. Czasami szanse dostają jeszcze na przykład Przemysław Mystkowski z Jagiellonii, Michał Walski z Pogoni, czy Krystian Bielik z Legii, lecz jeśli chodzi o tego ostatniego, Wojskowi jeszcze tej zimy na nim najprawdopodobniej zarobią, a chłopak ruszy na podbój Europy.

Żeby postawić na nastolatka, trener musi mieć odwagę, ale może to klubowi przynieść duże, zwłaszcza finansowe korzyści. 13 kwietnia 2014 roku tę właśnie cechę pokazał znienawidzony przez polskich kibiców Ronny Deila, obecny szkoleniowiec Celtiku Glasgow, a jeszcze wówczas trener Strømsgodset IF, wprowadzając na plac gry w ligowym spotkaniu zaledwie 15-letniego Martina Ødegaarda. To właśnie historia tego młodego Norwega zainspirowała mnie do poszperania i stworzenia całej jedenastki z piłkarzy, mających maksymalnie 16 lat (konkretnie urodzeni najpóźniej w 1998 roku), którzy dostają już szanse w konfrontacjach z seniorami. Nie znajdziecie w tym zestawieniu więc głośnych nazwisk z rocznika ‘98, którym wróży się wielką karierę, jak choćby niedawny debiutant w Olympique Marsylia Bilal Boutobba, Hachim Mastour z Juventusu czy Adam Phillips z Liverpoolu. Kryterium w wyborze jest jasne - maksymalnie 16 lat i jak najwięcej minut spędzonych na boisku na seniorskim poziomie, a przy tym niezłe statystyki występów. Nie będzie więc zawodników z Premier League, Primera División czy Serie A, bo tam tak młodzi gracze występują w drużynach młodzieżowych i debiut w lidze zanotują dopiero najwcześniej za rok lub dwa.

BRAMKARZ:
Karl-Romet Nõmm (30 spotkań - 2689 minut) - To zdecydowanie najsłabiej obsadzona pozycja tego zestawienia. Bardzo ciężko jest znaleźć tak młodego bramkarza, który wywalczył sobie miejsce między słupkami. Udało mi się, lecz powiedzmy sobie szczerze, druga liga estońska to nie jest szczyt marzeń każdego piłkarza. Ale warto odnotować fakt, iż zawodnik JK Viljandi Tulevik w sezonie 2014 (system wiosna-jesień), miał zapewnioną regularną grę i rozegrał więcej minut nawet od Ødegaarda. Ogółem, licząc też poprzedni sezon, w którym obchodzący wczoraj 17. urodziny golkiper zanotował kilka występów, ma już 35 gier na drugim poziomie w swojej ojczyźnie. Przyszły sezon może być dla niego przełomowy, ponieważ jego klub po listopadowych barażach awansował do estońskiej elity, mimo, że w tabeli drugiej ligi zajął dopiero 5. miejsce. Tulevik miał jednak spore szczęście, ponieważ w stawce nad nimi znalazły się rezerwy stołecznych Flory i Levadii oraz Nõmme Kalju. Kluby te, co oczywiste nie mogły awansować, na czym skorzystał klub młodego bramkarza. Kto wie, może Nomm to co najmniej następca Sergeia Pareiki między słupkami reprezentacji Estonii na najbliższych kilkanaście lat? A może jednak uda mu się zrobić większą karierę? O tym przekonamy się za kilka lat, na tę chwilę można jedynie powiedzieć, że start ma obiecujący.

OBROŃCY:
Regan Poole (4 spotkania – 294 minuty) – Odstrzelony latem z Cardiff City odszedł za darmo do występującego w League Two Newport County i niedawno niespodziewanie na stałe wskoczył do podstawowego składu ekipy walczącej o awans do trzeciej ligi angielskiej. 16-letni Walijczyk wystąpił w trzech ostatnich meczach ligowych swojego zespołu (dwukrotnie w pełnym wymiarze czasowym), w których „The Exiles” zgarnęli komplet punktów, więc bardzo prawdopodobne jest, że na dłużej zagości wskładzie klubu ze 140-tysięcznego walijskiego miasta, chyba, że jeszcze w tym okienku zmieni otoczenie. Łączony jest między innymi z Manchesterem United, gdzie we wrześniu był już na testach (wówczas nie miał jeszcze nawet za sobą debiutu w Newport).
d30d98bca0.jpg

Kristoffer Ajer (13 spotkań – 605 minut) – Materiał na klasowego obrońcę – 196 cm wzrostu, co potrafi wykorzystć, grywa też na pozycji defensywnego pomocnika, co sugeruje, że w rozegraniu też sobie radzi. Rodak Ødegaarda, który jednak nie wywołuje tak dużego szumu medialnego, grał jak na swój wiek sporo, a pamiętać trzeba, że dopiero od czerwca występuje w dorosłym zespole norweskiego ekstraklasowicza. Jego dorobek z minionego sezonu to 1 bramka i jedna asysta, 7 razy wychodził w podstawowym składzie, a sześciokrotnie pojawiał się z ławki. Już interesują się nim czołowe europejskie kluby, w grudniu testowała go już AS Roma.
20140921-017_5674310a.jpg

Nikita Savenkov (5 spotkań – 200 minut) – Drugi i obiecuję, że już ostatni Estończyk w tym nietypowym zestawieniu. Widać, że w obronie nie miałem za bardzo w czym wybierać, co zrozumiałe – łatwiej wystawić młodego zawodnika w przedniej formacji, gdzie nie jest on tak bardzo odpowiedzialny za utratę bramki, natomiast z tyłu już tak wiele szans niedoświadczonym graczom się nie daje. Piłkarz Transu Narwa ma za sobą pięć spotkań w estońskiej ekstraklasie, w jego drużyna zakończyła sezon na 8. miejscu, tuż nad strefą barażową. Zadebiutował w klubie pod koniec czerwca od razu wybiegając w podstawowym składzie na mecz z obecnym wicemistrzem kraju, Sillamäe Kalev. W kolejnym starciu też wybiegł w podstawowym składzie, lecz później już tylko trzykrotnie zanotował epizod wchodząc z ławki.

POMOCNICY:
Jānis Grīnbergs (6 spotkań – 85 minut) – Na pozycji defensywnego pomocnika ustawiłem tego młodzieńca w dużej mierze dlatego, że urodził się on w roku 1999, czyli jest o rok młodszy od reszty piłkarzy ujętych w czytanym przez Was zestawieniu. 16. urodziny będzie obchodził dopiero 28 lutego, a mimo to dostawał szanse występów w wicemistrzu Łotwy, Skonto Ryga. Ogółem rozegrał 6 spotkań (1 rozpoczął w podstawowym składzie, lecz zszedł w 37. minucie, w pozostałych wchodził z ławki). Godny uwagi jest fakt, że ma on na swoim koncie jedną bramkę. Niby nic dziwnego, ale zdobył ją w swoim debiucie sześć minut po wejściu z ławki w wygranym starciu z Daugavą Daugavpils, wpisując się na listę strzelców… z rzutu karnego. Został tym samym najmłodszym strzelcem gola w historii łotewskiej ligi, trafiając w wieku 15 lat i 102 dni. Jest jednocześnie na drugim miejscu w rankingu najmłodszych strzelców wszystkich krajów należących do UEFA. Wypada życzyć mu, by nie poszedł w ślady lidera tejże klasyfikacji Armena Ghazaryana, który w armeńskiej lidze zaczął strzelać w 2002 roku, gdy miał 14 lat i 215 dni, a obecnie zakończył już raczej swoją karierę, niespełnioną w dużej mierze przez kontuzje (ma 26 lat i ostatni raz na boisku pojawił się w czerwcu 2011 roku)…
grinbergs.jpg

Ibrahima Diallo (9 spotkań – 534 minuty) – Młody Belg występujący na zapleczu Jupiler Pro League w klubie Royal White Star Bruxelles zdołał pod koniec listopada wywalczyć sobie miejsce w podstawowym składzie 12. w tabeli ekipy. Od tamtej pory we wszystkich pięciu meczach rozegranych przez stołeczny zespół wybiegał w podstawowym składzie. Jeśli utrzymatę pozycję do końca sezonu, latem ustawi się po niego kolejka chętnych. Lewonożny Diallo może być kolejnym "produktem" belgijskiej kuźnie talentów.

Giorgi Arabidze (6 spotkań – 500 minut) – Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko poziom drugiej ligi gruzińskiej, ale ten skrzydłowy wydaje się ciekawy. Gracz Lokomotiwi Tbilisi ma w tym sezonie na swoim koncie już 4 gole, a rozegrał dopiero 500 minut. Urodzony 4 marca 1998 roku Gruzin występował dosyć regularnie w swoim klubie już w poprzednim sezonie. Wystąpił w 16 meczach i strzelił 8 goli, co ogółem w ciągu półtora roku daje 1719 minut i 12 trafień na zapleczu Umaglesi Ligi. Arabidze w październiku wystąpił z reprezentacją Gruzji U-17 w eliminacjach do Mistrzostw Europy. 16-latek strzelał gole w wygranych meczach z Estonią i Liechtensteinem. Jego kadra przegrała tylko z Polską 0:1, lecz i tak z drugiego miejsca dostała się do Elite Round, gdzie zmierzy się z Belgią, Holandią i Irlandią Północną. Oczywiście Arabidze jest łakomym kąskiem dla silnych europejskich drużyn. Bacznie obserwuje go między innymi Red Bull Salzburg.
f12aa11c1f13.jpg

Martin Ødegaard (23 spotkania – 1451 minut) – Tego pana chłopaka nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Biją się o niego – całkiem słusznie zresztą – największe światowe marki na czele z Realem Madryt, Bayernem Monachium czy Liverpoolem, którego młody Norweg jest fanem. Część jego historii przedstawiłem we wstępie, ale to nie wszystko. Niech przemówią liczby: 5 goli, 6 asyst, 16 lat. Nic dodać, nic ująć – gwiazda. Jeśli miałbym mu doradzić, powiedziałbym mu ZOSTAŃ. Gdyby odszedł do wielkiego klubu, grałby zapewne tylko w juniorach i dojrzewał pod okiem wybitnych trenerów, lecz moim zdaniem w tak młodym wieku jest się w stanie jeszcze bardzo rozwinąć grając nadal regularnie w norweskiej ekstraklasie. Ødegaard pobił już kilka rekordów – jest najmłodszym debiutantem w lidze, oraz najmłodszym strzelcem gola w niej. W wieku 15 lat i 253 dni stał się najmłodszym graczem, który zagrał w reprezentacji Norwegii. Przed nim wielka kariera, jestem ciekaw, jak będzie prezentował się w tym roku.
20140911-017_5658951a.jpg

Shea Conaty (10 spotkań – 387 minut) – Zejdźmy na ziemię… Takich jak Ødegaard ze świecą szukać, ale da się wyszukać ciekawych piłkarzy. Na drugiej flance postawiłem na kapitana reprezentacji Irlandii Północnej do lat 17, która w ostatniej fazie eliminacji Mistrzostw Europy zagra we wspomnianej już przeze mnie przy Giorgim Arabidze grupie. Na co dzień Conaty występuje w rodzimym Portadown FC, w którym zadebiutował jeszcze w sezonie 2013/2014. Jego klub w obecnej edycji jest na trzecim miejscu w tabeli IFA Premiership, a 16-latek wystąpił w 10 meczach, trzy rozpoczynając w podstawowym składzie. W spotkaniu z przedostatnim w tabeli Institute FC Conaty zanotował nawet asystę, a jego zespół wygrał 4:1.

NAPASTNICY:
Jegors Morozs (7 spotkań – 80 minut) – Liczba rozegranych minut delikatnie mówiąc nie powala na kolana, lecz przekonał mnie fakt, iż ten młody łotewski napastnik, klubowy kolega Grīnbergsa średnio trafia do siatki co 40 minut, bowiem ma na koncie dwa gole. W przyszłym sezonie łotewskiej ekstraklasy zapewne dostanie więcej szans na regularne występy i może strzelić znacznie więcej goli.

Sergio Díaz Velázquez (20 spotkań – 1266 minut) – Zapamiętajcie to nazwisko, bo ten chłopak może zrobić sporą karierę. Napastnik, który niecały miesiąc temu obchodził dopiero 16. Urodziny występuje na co dzień w paragwajskim Cerro Porteño, w którego barwach strzelił już 8 goli w lidze. W lutym utalentowany snajper może pomóc swojej drużynie w zakwalifikowaniu się do gazy grupowej Copa Libertadores. (południowoamerykański odpowiednik Ligi Mistrzów). W I rundzie tych rozgrywej Cerro Porteño zmierzy się z wenezuelskim Deportivo Táchira. Díaz ma się w swoim klubie od kogo uczyć – jednym z jego partnerów w linii ataku jest Daniel Güiza, który w 2008 roku wywalczył mistrzostwo Europy z reprezentacją Hiszpanii. Sergio Díaz Velázquez początek ma naprawdę dobry, kto wie, może w przyszłości będzie jeszcze lepszy niż jego wybitny rodak Roque Santa Cruz. Jego transfer do Europy to kwestia czasu.
9f8624a17a.jpg

Każdy może mieć swojego "Lewego" (4): Turks i Caicos

Napisane 11.05.2014; 17:30 | 0 komentarzy
Tomasz Zahorski strzelił dziś swoją pierwszą bramkę w tym sezonie amerykańskiej NASL. Jego San Antonio Scorpions nie dało szans Carolina RailHawks wygrywając 3:0 (0:0). To nie na byłego reprezentanta Polski spadło jednak najwięcej pochwał. Po meczu oczy kibiców zwrócone były w stronę piłkarza, który dzisiejszej nocy zanotował swój debiut w ekipie "Skorpionów". I to właśnie jeden z najjaśniejszych punktów starcia z byłym klubem Konrada Warzychy będzie bohaterem czwartej odsłony mojego cyklu "Każdy może mieć swojego "Lewego".
1316030564_Jq0-380X310.png
Billy Forbes, bo o nim mowa urodził się 13 grudnia 1990 roku na terytorium Turks i Caicos - terytorium zależnego Wielkiej Brytanii w Ameryce Środkowej, na Oceanie Atlantyckim, na północ od wyspy Haiti. W tym 30-tysięcznym kraju rozpoczynał swoją przygodę z piłką. Jego ostatnim rodzimym klubem był ProvoPool Celtic, dla którego grał do 2007 roku. Później postanowił opuścić ojczyznę i rozpocząć studia. W 2009 roku osiadł w mieście Snyder i rozpoczął kształcenie w Western Texas College, gdzie oczywiście uczęszczał na treningi do uczelnianej drużyny soccera. Przed przejściem tam trenował z Vancouver Whitecaps, jednak nie zaproponowano mu umowy. W ciągu dwóch lat ten ofensywnie usposobiony zawodnik rozegrał 35 spotkań, w których strzelił 17 bramek. Przez kolejne 2 lata uczęszczał do innej teksańskiej uczelni - Lubbock Christian University, gdzie przywdziewał koszulkę tamtejszych "Chaparrals".
image.jpg
W drugiej połowie roku 2012 Forbes występował na czwartym poziomie w Stanach Zjednoczonych. W amatorskiej lidze USL Premier Development League bronił barw Mississippi Brilla. Rozegrał tam 11 spotkań. Strzelił zaledwie 2 bramki i na początku poprzedniego roku rozpoczął grę dla Southern West Virginia King's Warriors. W zespole tym spisywał się bardzo dobrze, zdobył akademickie trofeum Coal Cup Clash, w wygranym 3:1 finale z West Virginia Chaos, notując gola i asystę.
Jego dobra postawa w meczach na poziomie drużyn uniwersytackich została zauważona przez San Antonio Scorpions i Forbes 2 maja podpisał z nimi swój pierwszy profesjonalny kontrakt w karierze obowiązujący przez najbliższe półtora roku.
Bmp4xlSCEAAnrf7.jpg
Wspomniany mecz z Carolina RailHawks reprezentant Turks i Caicos rozpoczął na ławce rezerwowych. Po bezbramkowej pierwszej połowie trener Alen Marcina postanowił wzmocnić siłę rażenia. W przerwie zdjął więc Freddiego Brauna, i na lewym skrzydle postawił na Bill'ego Forbesa. 23-latek już w 53. minucie błysnął świetnym dryblingiem, okiwał trzech rywali, wbiegł z lewej strony w pole karne i wycofał piłkę do Erica Hassli'ego, który dał gospodarzom prowadzenie. Pięć minut później czarnoskóry lewoskrzydłowy dośrodkował w pole karne wprost na głowę wbiegającego Daniela Barrery i było już 2:0. W 68. minucie Forbes miał okazję wpisać się na listę strzelców, lecz jego uderzenie poszybowało nad poprzeczką. Do podyktowania rzutu karnego, którego na gola zamienił Tomasz Zahorski 23-latek również dołożył swoją cegiełkę. To on po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów z piłką, prostopadłym podaniem "wypuścił" rozpędzonego Saineya Touraya, któremu piłkę ręką próbował odebrać Jordan Burt.
Jeśli chodzi o karierę reprezentacyjną, nie jest to obszerny temat, bowiem Forbes rozegrał jak dotąd jedynie cztery mecze w narodowych barwach. Więcej nie mógł - były to bowiem 4 ostatnie mecze kadry tego kraju, od 2011 roku reprezentacja Turks i Caicos nie rozgrywa spotkań. Zadebiutował w kadrze w wieku niespełna 18 lat. Tamten mecz z 2008 roku rozgrywany w ramach 1. rundy eliminacji Mistrzostw Świata podopieczni Matthew Greena wygrali 2:1 (drugie, a zarazem ostatnie zwycięstwo tej reprezentacji w historii!). Ich przeciwnikiem było Saint Lucia. Później nie było już tak różowo - w rewanżu przegrali 0:2 i nie awansowali do kolejnego etapu. Sytuacja powtórzyła się trzy lata później w eliminacjach do tegorocznego mundialu. Turks i Caicos w pierwszym etapie trafiło na Bahamy i w dwumeczu przyjęło aż 10 bramek. 0:6 na obiekcie rywala było jak dotąd ostatnim meczem Forbesa oraz całej reprezentacji TiC.
4212_1176115562588_296586_n.jpg
Trzeba jednak przyznać, że 23-letni klubowy kolega Tomasza Zahorskiego znacznie wyróżnia się spośród wszystkich "piłkarzy" ze swojej ojczyzny. Powód tego jest taki sam, jak u Ayuba Dauda z Somalii, Ismaïla Hassana z Dżibuti czy Kassima Abdallaha z Komorów - wszyscy ci zawodnicy wcale lub stosunkowo krótko szlifowali swe umiejętności w rodzinnym kraju. Niestety, wśród krajów z dolnych rejonów rankingu FIFA, sytuacja ta raczej nie ulegnie poprawie i jeśli mieszkańcy słabych piłkarsko państw będą chciali mieć pociechę ze swojego rodaka, będą musieli poczekać aż ukształtuje się on w zagranicznym systemie szkolenia.
A, i jeszcze słowo o sytuacji Turks i Caicos we wspomnianym rankingu Światowej Federacji Piłkarskiej - jest jeszcze gorzej niż w krajach, nad którymi pochyliłem się wcześniej. 0 punktów rankingowych, ostatnie, 207. miejsce...
Turks_and_caicos_flag_300.png

Każdy może mieć swojego "Lewego" (3): Komory

Napisane 25.02.2014; 19:36 | 1 komentarzy
Komory - afrykańskie państewko zajmujące teren zaledwie 2170 km² (dla porównania terytorium opisywanego w 2. odsłonie Dżibuti jest prawie jedenastokrotnie większe), mieszczące się na kilku wyspach na północ od Madagaskaru. Reprezentacja tego kraju plasuje się na 198. miejscu w rankingu FIFA. Jak łatwo się domyślić nie ma na koncie żadnych sukcesów i nigdy nie brała udziału w wielkiej imprezie. Co ciekawe, piłkarzy z tego kraju za granicą na profesjonalnym lub półprofesjonalnym poziomie gra "aż" 15. Większość - 12 - co zrozumiałe występuje we Francji (Komory to dawna francuska kolonia). Najlepszy z tego grona jest bez wątpienia Kassim Abdallah Mfoihaia
1315753301_1SR-380X310.png
Jeśli ktoś miał wątpliwości co do piłkarskiej klasy Ayuba Dauda i Kadera Hassana, których przedstawiałem w zeszłym tygodniu, to akurat tym razem sądzę, że nie będziecie zawiedzeni. Dzisiaj mowa bowiem o piłkarzu, który naprawdę prezentuje solidny poziom, a do tego występuje w klubie z czołowej ligi świata, jaką jest Ligue 1.
Abdallah na świat przyszedł 9 kwietnia 1987 roku w Marsylii (kolejny, który nie urodził się w kraju, który reprezentuje - co za zaskoczenie!). Ten prawy obrońca przygodę z futbolem rozpoczynał w amatorskich AS Busserine i ASCJ Felix-Pyat. Z tego drugiego klubu w 2007 roku trafił do US Marignane występującego na czwartym poziomie rozgrywkowym we Francji. Prezentował się na tyle dobrze, że po dwóch latach dostrzeżony przez wysłanników znacznie silniejszych zespołów z kraju swojego urodzenia, podpisał umowę z drugoligowym Sedanem.
Dppi_40010359_044.jpg
Debiut na zapleczu Ligue 1 zaliczył 16 października 2009 roku w 62. minucie pojedynku z Tours zastępując strzelca drugiego gola - pomocnika Pierricka Valdivię. Gospodarze prowadzili wówczas 2:0 i trener Landry Chauvin wprowadził piątego defensora w celu utrzymania korzystnego rezultatu. Sztuka ta się udała - wynik do końcowego gwizdka nie uległ zmianie. Co ciekawe, był to pierwszy mecz, w którym Komoryjczyk w ogóle znalazł się w meczowej osiemnastce "Les sangliers". Kolejną szansę Abdallah otrzymał trzy tygodnie później - rozegrał ostatnie siedem minut przeciwko FC Metz (1:1). W następnej, 15. kolejce Ligue 2 prawy obrońca mógł po raz pierwszy w pełnym wymiarze czasowym zaprezentować swoje umiejętności. Jego klub zremisował na wyjeździe z Laval, a Komoryjczyk wypadł na tyle dobrze, że miejsca w podstawowym składzie już nie oddał. Sezon 2009/2010 zakończył więc z 23 występami na koncie, za czego 21 od pierwszych minut. Jego dorobek to jedna asysta i dwie żółte kartki. Sedan zajął wówczas 12. miejsce w tabeli.
159866_kassim_abdallah_2.jpg
Edycja 2010/2011 była w wykonaniu Club Sportif Sedan Ardennes bardzo udana. Zajęli piąte miejsce, a do Dijon, który awansował z trzeciej lokaty stracili zaledwie trzy "oczka". W tak dobrej postawie zespołu duży udział miał Kassim Abdallah, który zaliczył 36 występów - wszystkie w podstawowym składzie. Co więcej, tylko raz opuścił plac gry przed końcowym gwizdkiem. Coraz więcej zaczął dawać także z przodu - tym razem zanotował trzy ostatnie podania. Następny sezon był jeszcze lepszy dla jego klubu, ale znowu nie zwieńczono go awansem. Sedan był czwarty, a Komoryjczyk strzelił jedną bramkę w 30 meczach. Nie udało mu się zanotować asysty.
Po tak udanych dwóch latach wydawało się, że awans do Ligue 1 jest kwestią czasu i skoro z roku na rok klub notował coraz wyższe miejsca w tabeli, tym razem musi się wreszcie udać awansować. Dobre wyniki pociągnęły za sobą jednak oczywiste konsekwencje - z klubu odeszli kluczowi gracze, w tym Abdallah. Zdążył jeszcze pięciokrotnie zagrać w Ligue 2 ze znakomitym skutkiem (gol i asysta) i ostatniego dnia okienka transferowego sięgnął po niego Olympique Marsylia. Czołowy francuski klub zapłacił za niego pół miliona euro. Odejście z Sedanu okazało się świetnym ruchem, gdyż w tym samym sezonie zespół zajął przedostatnie miejsce w tabeli i spadł do trzeciej ligi.
DT81m.jpg.jpg
W piątek 31 sierpnia sfinalizowano transfer, a już w niedzielę 2 września Abdallah wybiegł w podstawowym składzie "Les Phocéens" na ligową potyczkę z Rennes. Miał nieco pecha, gdyż Marsylia w 57. minucie straciła bramkę i na tablicy wyników widniał remis 1:1. Chwilę później reprezentant Komorów opuścił plac gry, a w jego miejsce wszedł młody pomocnik Rafidine Abdullah. Ryzyko zdjęcia obrońcy i wprowadzenia piłkarza nastawionego na ofensywę opłaciło się trenerowi Elie Baupowi. OM w końcówce strzeliło dwie bramki i zainkasowało komplet punktów. Abdallah w zespole dziewięciokrotnego mistrza Francji grał w kratkę. Gdy już pojawiał się na boisku było to często spowodowane niedyspozycją jednego ze stoperów. Wówczas podstawowy prawy obrońca Rod Fanni przesuwany był na środek, a w jego miejsce do jedenastki wskakiwał właśnie 26-latek. Na sezon 2012/2013 Komoryjczyk nie ma jednak prawa narzekać - odszedł ze zdegradowanego do trzeciej ligi klubu, dzięki czemu trzynastokrotnie zagrał we francuskiej ekstraklasie w barwach wicemistrza kraju. Zaliczył do tego także 4 występy w Lidze Europy.
Kassim+Abdallah+Arsenal+v+Olympique+de+Marseille+peO63x3fF-_l.jpg
W tym sezonie Abdallah również nie mógł być pewny swej gry w podstawowym składzie OM. Jesienią zanotował 10 spotkań ligowych, trzy w krajowych pucharach i cztery w Lidze Mistrzów. W dodatku ekipa Marsylii spisywała się poniżej oczekiwań i Elie Baup - trener, który sprowadzał go na Stade Vélodrome został w grudniu zwolniony. Jego następca, José Anigo nie do końca był przekonany do umiejętności Komoryjczyka. Gdy więc w styczniu chęć pozyskania 26-latka wyraziło Évian Thonon Gaillard, piłkarz nie wahał się przystać na transfer. Olympique również nie chciał na siłę zatrzymywać defensora. Transakcję przeprowadzono więc na zasadzie wymiany piłkarzy grających na tej samej pozycji. Do Marsylii powędrował 23-letni Brice Dja Djedjé, a w przeciwną stronę odszedł o trzy lata starszy Abdallah. OM musiało dopłacić jeszcze Évian 400 tysięcy euro.
bb3ffce1416dac88781a8f649d9bb5dc_1.jpg
Komoryjczykowi ubył groźny konkurent na pozycji prawego obrońcy, więc jak łatwo się domyślić, z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem. Jak dotąd rozegrał 2 spotkania w ekipie, która broni się przed spadkiem z Ligue 1. Obecnie jest kontuzjowany. Z uwagi na uraz ścięgna ominęły go już dwa ligowe starcia. Do gry wróci najprawdopodobniej około 10 marca, więc nie zagra także w meczach z beniaminkami z Nantes i Guingamp.
Jak podaje większość źródeł Kassim Abdallah ma na koncie 19 reprezentacyjnych meczów, w których strzelił aż siedem bramek. Debiut zaliczył jeszcze gdy był zawodnikiem czwartoligowego Marignane. Nie miał jednak szans poprawić swojego dorobku, gdyż Komory od połowy listopada 2011 roku nie rozgrywają spotkań. Sytuacja ta jednak uległa zmianie i kadra od tego roku wznawia działalność. Pierwszym po ponad dwuletniej przerwie rywalem "Les Coelecantes" będzie Burkina Faso, z którym zmierzą się towarzysko 5 marca. Niestety z powodu wspomnianego urazu Abdallah nie będzie miał okazji stanąć naprzeciw Préjuce'owi Nakoulmie i spółce...
flaga-komorow.png
Mecze reprezentacji
0:1
Polska - Meksyk
13.11.2017; 20:45
Energa Gdańsk
Podsumowanie / Skrót meczu
Mecz towarzyski
Nabór do redakcji

Zawodnik Mariusz Stępiński
Z: FC Nantes
D: AC Chievo Verona
Zawodnik Wojciech Szczęsny
Z: Arsenal Londyn
D: Juventus
Zawodnik Maciej Rybus
Z: Olympique Lyon
D: Lokomotiw Moskwa
Sonda
Który z debiutantów powinien dostać szansę na wyjazd do mundialu w Rosji?
Jarosław Jach
Rafał Kurzawa
Jakub Świerczok
Przemysław Frankowski
Żaden

Wyniki / Archiwum

Wideo
Bramka Szymona Grucy

Partizán Bardejov - FK Spišská Nová Ves 4:0 (1:0)


De Graafschap 2-1 NAC 2:1

Bramka Parzyszka


Guingamp - AS Monaco 1:2

Piąte ligowe trafienie Glika


zobacz galerie
Twitter
Statystyki
Strona istnieje od: 2639 dni
Zarejestrowanych osób: 687
Dodanych newsów: 10801
Gości online: 85
Użytkowników online: 0
Aktualnie zalogowani:

stat4u